Jak wyglądało wnętrze nowoczesnego mieszkania w latach 30-tych? Jakie były w nim sprzęty? Jak było wyposażone? Zapraszam do obejrzenia wnętrza mojego mieszkania.

O mieszkaniu przy Fabrycznej pisałem już pod koniec zeszłego roku na blogu (zajrzyj tutaj, jeśli chcesz wiedzieć dlaczego je kupiłem).

Dzisiaj chciałbym pochwalić się efektami przeprowadzonych prac remontowych. Zapraszam Cię do obejrzenia wyjątkowego wnętrza, w którym zachowały się niezwykłe przykłady przedwojennych sprzętów i wzornictwa.

Budynek

Mieszkanie położone jest w modernistycznej kamienicy z 1938r. projektu Józefa Woyzbuna, która była oryginalnie jednym z domów mieszkalnych Funduszu Emerytalnego Banku Gospodarstwa Krajowego. Kamienica bez uszczerbku przetrwała wojnę (podobno w czasie okupacji została zajęta przez Niemców), dzięki czemu w mieszkaniach zachowały się ciekawe detale. Sam budynek też niewiele się zmienił. Tak wyglądał przed wojną:

Fot: Archiwum Państwowe w Warszawie, Referat Gabarytów

A tak współcześnie:

Mieszkanie - założenia remontu

Mieszkanie oryginalnie było dużą kawalerką z oddzielną kuchnią. Biorąc pod uwagę spory jak na kawalerkę metraż (39m2) postanowiliśmy przerobić je na mieszkanie dwupokojowe – tak aby zwiększyć jego funkcjonalność i podnieść wartość. Oryginalny układ wyglądał następująco:

Za projekt i nadzór nad remontem odpowiadał Jacek Piechura, architekt z pracowni JA2PLUS. Po rozważeniu rozmaitych zaproponowanych przez Jacka pomysłów ostatecznie zdecydowaliśmy się na następującą koncepcję:

Tym co w mieszkaniu jest absolutnie wyjątkowe to zachowane w niemalże niezmienionym stanie oryginalne wnętrze z lat 30-tych. Takie mieszkania spotyka się już niestety bardzo rzadko. Dlatego też, jednym z podstawowych założeń remontu było dla nas zachowanie lub odnowienie wszystkich przedwojennych detali i elementów wystroju (o których więcej piszę niżej).

Mieszkanie w trakcie remontu:

Widoczne na zdjęciu drzwi z nadprożem i świetlikiem zostały przeniesione z kuchni do sypialni.

W trakcie prac ekipa znalazła niemiecką książkę z opowiadaniami dla dzieci (co potwierdzałoby, że w okresie okupacji mieszkania w budynku przejęli Niemcy):

Oraz gazetę Głos Ludu z grudnia 1945 roku:

"Dokumenty zbrodni niemieckich w Polsce. Co zawierają pamiętniki Franka?"

"Co otrzymuje pracownik wyjeżdżający na Ziemie Zachodnie"

Oczywistym było dla mnie, że stary dębowy parkiet zostaje. Mimo to musiałem przekonywać do tego pomysłu parkieciarza, ostatecznie się udało:) Nowy parkiet położyliśmy tylko tam, gdzie wcześniej go nie było – czyli w kuchni. Tak to wyglądało w trakcie robót:

Połączenie starej klepki z nową:

Detale

Drzwi wejściowe do mieszkania zachowały mosiężne klamki i do dzisiaj otwiera się je przedwojennym kluczem. Tutaj na zdjęciu sprzed remontu:

I po (postanowiliśmy ujednolicić kolor w stosunku do drzwi sąsiadów na piętrze):

Od wewnątrz:

W całym mieszkaniu zachowaliśmy oryginalne okna z pięknymi mosiężnymi okuciami:

Absolutnie wyjątkowa w mieszkaniu jest łazienka – myślę, że to jedno z najlepiej zachowanych pomieszczeń tego typu w Warszawie. I tutaj pojawiły się pytania: co zrobić z przedwojenną glazurą na ścianach (nieco już krzywą, dziurawą, z pęknięciami)? Czy 80-letnia wanna jeszcze „da radę”?

Przyznam, że nie był to łatwy orzech do zgryzienia. Wszak mieszkanie zostało zakupione w celach inwestycyjnych – na wynajem, nie wykluczaliśmy też sprzedaży. Co jak co, ale łazienka jest pomieszczeniem, od którego wiele osób wymaga maksymalnej czystości, połysku i sterylności. Serce podpowiadało mi, żeby zachować wszystkie te elementy. Miałem jednak dylemat, czy taka „nadgryziona zębem czasu” łazienka nie będzie zniechęcać potencjalnych najemców lub kupców – nie było przecież szans żeby lśniła nowością. Po namyśle uznaliśmy jednak, że jej wnętrze jest na tyle wyjątkowe, że chcemy je zachować.

Musieliśmy się w tej sytuacji zmierzyć z kilkoma wyzwaniami, największym była glazura – z pozoru zwykłe białe płytki 15x15cm, trochę szpitalne, w wielu miejscach uszkodzone, spękane, podziurawione, noszące ślady prac i remontów z ostatnich 80 lat. Fragment nad wanną wyglądał np. tak:

Niestety dokładnie takich samych płytek nie byliśmy w stanie nigdzie znaleźć. Część uszkodzonej glazury udało nam się jednak wymienić skuwając dobre płytki z miejsc, w których planowaliśmy powieszenie szafek łazienkowych. Dzięki temu ten sam fragment wygląda teraz tak:

W łazience zachowaliśmy też przedwojenną wannę, wprawdzie nie będzie już chyba nigdy lśniła jak nowa, ale po doczyszczeniu wygląda wg mnie na kilkuletnią. Pięknie udało się doczyścić oryginalny mosiężny korek.

Na podłodze oczywiście zachowaliśmy terakotę, tzw. „gorseciki” – charakterystyczne dla epoki falujące płytki produkowane przez firmę Dziewulski i Lange z Opoczna. Łazienka przed remontem wyglądała tak:

Po:

Z ciekawostek: na zdjęciu nad wanną widać wbudowaną w ścianie chromowaną skrzyneczkę, w której schowany jest termometr, który oryginalnie pokazywał temperaturę wody pompowanej z kotłowni.

Dodatkowo w łazience udało się uratować kilka detali:

Stylowy uchwyt na słuchawkę prysznicową – niestety nie pasował do współczesnej baterii, więc będzie pełnił funkcję haczyka na ręczniki.

Szklana półeczka

Wieszak na ręczniki – rozmyta pionowa linia w tle to łańcuszek dzwonka na służbę, który cały czas działa.

Mój ulubiony „gadżet” znajduje się jednak w przedpokoju: wbudowana w ścianę, elektryczna lodówka na freon – eksponat dziś już o wartości muzealnej. Nietypowe usytuowanie (przy drzwiach wejściowych) sprawia, że doskonale sprawdzi się jako szafka na buty lub drobne elementy garderoby (czapki, szale itp.). Lodówka z zewnątrz przed remontem:

I po (doczyszczone zawiasy):

Wewnątrz:

A to szufladka na lód:

W przedpokoju, we wnęce w ścianie, zdecydowaliśmy się też na zachowanie przedwojennej rozdzielni elektrycznej:

Porównanie przed i po – salon:

Kuchnia:

I kilka zdjęć wnętrza obecnie:

Zdjęcia wykorzystane w artykule: Jacek Piechura, Włodzimierz Włoch, Tomasz Kostrzewa